Koronacja

Utworzono: poniedziałek, 28, kwiecień 2014

REFLEKSJE PIERWSZEGO WIKARIUSZA PARAFII PIASECZNO, UCZESTNIKA KORONACJI

Piaseczno dla mnie, to jak hasło, klucz, który otwiera najpiękniejszą cząstkę mojego kapłańskiego życia; pierwsi parafianie, pierwsza praca kapłańska, pierwszy proboszcz, osobiste poznanie ks. kardynała Wojtyły, wreszcie najważniejsze: pierwsza Koronacja.

Dokładnie 40 lat temu Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński zwołał na Jasną Górę kustoszów i duszpasterzy Sanktuariów Maryjnych z całej Polski. Byłem wtedy wikariuszem w Sanktuarium Maryjnym w Piasecznie; posłał mnie tam ksiądz biskup Kazimierz Kowalski, by pomagać w przygotowaniu Koronacji Papieskimi koronami Figury Matki Boskiej Piaseckiej. Razem z moim pierwszym proboszczem, dzisiejszym prałatem ks. Kazimierzem Myszkowskim przejęliśmy Sanktuarium po Księżach Zmartwychwstańcach. Trzeba się było bardzo starać, by szybko zyskać zaufanie parafian przywykłych do zakonnego duszpasterstwa. Bardzo nam się to udało. Proboszcz zabiegany szczególnie w sprawach budowlanych i organizacyjnych posłał mnie na wspomnianą konferencję do Częstochowy. Już na miejscu w jednej z sal, chyba Sali Różańcowej zebrało się kilkadziesiąt kustoszów Sanktuariów a wśród nich i ja najmłodszy z nich. Do sali wszedł ks. Kardynał Prymas Wyszyński a następnie ks. kardynał Karol Wojtyła i wreszcie ówczesny Przeor Jasnej Góry. Zanim się rozpoczęły konferencje i dyskusje został wybrany sekretarz Zjazdu, którym zostałem ja; byłem, bowiem najmłodszym uczestnikiem tego Zjazdu. Poproszono mnie do stołu prezydialnego i usiadłem przy księdzu Kardynale Wojtyle, z którym już przez cały Zjazd siedziałem. Pozostała mi w pamięci szczególna otwartość kard. Wojtyły, poczucie humoru i wrażenie, iż jest jakby jednym z nas. Pamiętam, gdy rozmawialiśmy cicho i krytycznie o wypowiedziach jednego z dyskutantów, ks. Kardynał namawiał mnie do zabrania głosu a gdy nie bardzo chciałem, wziął mikrofon i zapowiedział: " a teraz zabierze głos nasz sekretarz" - cóż musiałem mówić. Postawa Ks. Prymasa, pełna dostojeństwa bardzo kontrastowała z postawą kard. Wojtyły. Merytorycznie - jak pamiętam - Ks. Kardynał Prymas zwrócił uwagę i to mocno podkreślał, by sanktuaria emanowały szczególnym zaangażowaniem w życie diecezjalnego Kościoła, by biskupi diecezjalni mieli w sanktuariach szczególne i różnorakie wsparcie.

Drugi raz spotkałem Kard. Wojtyłę właśnie w Piasecznie. W niedzielę 8 września 1968 r. Tego dnia przybył by dokonać koronacji Figury Matki Bożej Piaseckiej. Muszę powiedzieć, że kapłani czuli się raczej zawiedzeni, gdyż spodziewali się przyjazdu Prymasa Wyszyńskiego, a tymczasem przyjechał bliżej nieznany tutejszemu duchowieństwu a tym bardziej pątnikom, Ks. Kardynał z Krakowa. O jakże myliliśmy się w naszym zawiedzeniu. Tymczasem Ks. Kardynał stanął przy tronie dla niego przygotowanym i jak opisał to, dając piękne świadectwo, kustosz tego Sanktuarium - ks. prałat Kazimierz Myszkowski: "Stanął w wyjątkowo głębokiej zadumie, ze złożonymi rękami, modlił się jak dziecko, czymś wyjątkowo zajęte, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół niego". Byłem cały czas na wysokim podium studzienki, gdzie trwała pontyfikalna uroczysta suma koronacyjna. Czułem wielka radość, że jestem uczestnikiem wiekopomnej uroczystości, że brałem udział w jej przygotowaniu. Na dole zgromadzone rzesze wiernych, dziesiątki kapłanów i sióstr zakonnych. A potem usłyszałem kard. Wojtyłę, wyrażającego radość z udziału w takiej uroczystości, wzywającego wszystkich do uwielbienia Boga. Ta uroczystość na cześć Matki Bożej z udziałem Kard. Wojtyły wzmogła moją miłość do Matki Jezusa i pragnienie rozszerzenia Jej czci, a pragnienie to towarzyszy mi w życiu aż po dzisiejszy dzień. Nie spodziewałem się jednak, że po 35 latach sam przygotowywać będę uroczystą Koronację Matki Bożej Lisewskiej, że ten sam Kardynał jako Papież Jan Paweł II wypowie słowa: "niech będzie koronacja w Lisewie", błogosławił nam korony i przysłał osobisty list na dzień Koronacji która odbyła się na miejscowym stadionie w Lisewie, z udziałem sześciu biskupów, 120 kapłanów i tysięcy wiernych. Rozpocząłem te refleksje od Koronacji i Ks. Kard. Wojtyły, ale prawdziwymi bohaterami moich pierwszych lat kapłaństwa byli parafianie tworzący wspólnotę miejscowego Kościoła. Pracy było wtedy dużo, ale nikt nie odmawiał. Życzliwe oczy, pomocne dłonie - pamiętam. Wtedy to nie było łatwe, ale i współpraca z nauczycielami dla dobra dzieci była wzorcowa; były u mnie tzw. czwartkowe spotkania z nauczycielami niczym kołłątajowskie obiady czwartkowe. Nikt nie zdradził, nikt nie miał z tego powodu przykrości. Pamiętam Nowennę do Matki Bożej Piaseckiej, tyle ludzi obecnych. Wychodziłem do autobusu po dzieci, bo przecież aż z Wyrębów przyjeżdżały na Nowennę. A potem mój pierwszy proboszcz ks. prałat Kazimierz Myszkowski, który, powiem patetycznie, dosłownie życie swoje ofiarował Bogu i Matce Bożej Piaseckiej. Stąd z pewnością ten niezwykły entuzjazm, zapał, jednanie sobie ludzi a wreszcie to wszystko czego dokonał ze swoimi parafianami i wikariuszami na ziemi piaseckiej - jak często mawiał - na chwałę Bożą. Pamiętam Piaseczno Roku Pańskiego 1967. Patrzę dziś na Piaseczno, aż niemożliwe, iż stało się tak wiele za sprawą jednego Człowieka. Nawet szaty Matki Bożej Piaseckiej lśnią pięknością.

Księże Prałacie - dziękujemy. Dziękujemy za Następcę, który jak się wydaje, także kocha PIASECZNO. Niech Matka Boża, którą 40 lat temu, koronowałeś w jej Piaseckiej figurze wraz z Ks. Kard. Wojtyłą i biskupem Kazimierzem Kowalskim, po długim ziemskim życiu, wyprosi Ci koronę wiecznej chwały u Pana.

ks.dr Gerard Gromowski, wrzesień 2008

www.sanktuariumwlisewie.pl